DNI NA ZWROT
SZYTE W POLSCE
  • Instagram
  • Pinterest

Jak powstają ubrania Mamaiti – od pomysłu do realizacji

Jak powstają ubrania Mamaiti – od pomysłu do realizacji

Pomysł, który rodzi się z potrzeby

Najpierw zawsze jest pomysł.
Czasem przychodzi tuż przed snem, gdy gaszę światło i myślę, że jutro naprawdę muszę się wyspać. Innym razem rodzi się ze złości. Z bezsilności. Z myśli: dlaczego to znowu nie działa tak, jak powinno?
Bardzo często z potrzeby.

Tak było z softshellami.

Pierwsze softshelle – test w prawdziwym życiu

Jechaliśmy wtedy do Łeby na targi. Po drodze weszłam do sklepu z materiałami. Ot, zwykły przystanek. Sprzedawczyni pokazała mi softshell. Znałam go – ale tylko z turystyki, z kurtek dla dorosłych. Wzięłam materiał do ręki i pomyślałam:
A gdyby tak uszyć z niego coś dla dzieci?

Miałam już pracownię. Miałam krawcową.
I miałam ogromny brzuch – a w nim Zuzię.

Kilka dni później była majówka i targi w Łebie. Bez wielkiego planowania skroiłam Mai baggy – te same, które do tej pory były naszym głównym produktem – tylko że z softshellu. Musiałam je przerobić, bo softshell nie jest jak dresówka czy dżersej. Nie rozciąga się, nie wybacza błędów.
Tak powstały pierwsze softshelle Mamaiti.

Majówka w Łebie była zimna, wietrzna i po prostu nieprzyjemna. Marzliśmy wszyscy.
Wszyscy… oprócz Mai.

Jej nogi były ciepłe. Biegała, bawiła się, zjeżdżała na mokrej zjeżdżalni. A kiedy ją podniosłam – miała suchą pupę.
Wtedy już wiedziałam.

Zaczęłam testować. Poprawiać. Zmieniać detale. Szwy. Krój.
I dopiero po kilku miesiącach softshelle trafiły do sprzedaży.


Kominiarka, która zakończyła walkę z czapkami

Z kominiarką było podobnie – tylko bardziej emocjonalnie.

Maja nosiła wszystkie czapki. Zresztą urodziła się pierwszego dnia wiosny.
Zuzia… Zuzia była dzieckiem lata i upałów. I kiedy nagle robiło się zimno – ściągała z głowy wszystko. Każda czapka kończyła się awanturą. Płaczem. Czerwonym dzieckiem wyginającym się w łuk.
Czapki na sznurki? Nie było mowy. Nie dała ich zawiązać. Nie przestawała płakać.

Więc uszyłam kominiarkę.
Dla niej. Tę pierwszą.

Była chwila buntu. A potem… zapomniała, że ma ją na głowie. Nie dało się jej zdjąć.
Sukces.

I znów – testy, poprawki, zmiany. I dopiero wtedy kominiarki trafiły do Mamaiti.


Dlaczego żaden produkt Mamaiti nie trafia do sprzedaży od razu

Dziś ten proces bywa krótszy – doświadczenie robi swoje. Ale jedno się nie zmieniło:
szyję tylko to, co naprawdę jest potrzebne.
Moim córkom. Albo mnie.
Albo coś, co chciałabym mieć – tylko w swoich wzorach i na swoich zasadach.


Detale, które robią różnicę

Teraz pracuję nad nerkami dla mam i dzieci.

Zuzia jest szczuplutka. Potrzebuje małej nerki na wycieczki, na zakupy, na swoje pierwsze „własne” pieniądze. Jedyna, która na nią pasuje, to mała nerka w kapibary, kupiona na bazarku nad morzem.
Nie podoba mi się. Suwaki już się psują. Wiem, że wystarczy na jeden sezon.

A ja chcę czegoś więcej.
Małej nerki – ale w pięknych wzorach. Dobrze uszytej. Takiej, która nie przeszkadza. Która leży idealnie. I która nie skończy życia po kilku miesiącach.

Dlatego dopracowuję szablony.
Mogłabym pobrać darmowy wykrój z internetu. Ale nie chcę. Chcę mieć swoją idealną.

To wcale nie jest proste.

Jestem fanką nerek od lat. Moja najlepsza była z Reeboka, kupiona 20 lat temu. Była tak lekka i wygodna, że nie czułam, że ją noszę. Zjeździła ze mną pół Europy. Była na każdych targach w pierwszych latach Mamaiti.
Zużyła się. I drugiej takiej nie znalazłam. A szukałam naprawdę długo.

Reebok już takich nie szyje.

Piszę Ci o tym, bo czasem wydaje się, że skoro rynek jest pełen produktów, to na pewno łatwo znaleźć coś idealnego.
A jednak – nie.

Tak było z czapkami. Ze spodniami. Z wieloma ubraniami dla dzieci.
Dlatego wciąż szukam. I wciąż tworzę.


Dlaczego wciąż szukam ideału

Czasem ktoś mówi, że „wymyślam koło na nowo”.
Może tak.

Ale ja patrzę, jak coś jest uszyte. Jak wszyty jest zamek. Jak wykończone szwy. Jakie nici. Jaki ścieg. Jakiej firmy suwaki.
To detale.
A detale robią ogromną różnicę.

Droga produktu nie jest krótka.
Nerkę planuję od dwóch lat. Wciąż szukam ideału – teraz idealnego materiału i dodatków. Niby proste. A jednak nie.

Historia zamiast masowej produkcji

Dlatego tak bardzo doceniam rękodzielników. Twórców. Polskie marki.
Bo za ich produktami stoi historia.
Za każdym – inna.
I żadna nie jest przypadkowa.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl